-Kinder...- westchnął.- Usiądź.
-Co się stało? Czy ty płaczesz?
Ostani raz widziałam płaczącego ojca na pogrzebie matki cztery lata temu.
Była to kameralna uroczystość. Stałam na samym przodzie tuż obok ojca, który wpatrywał się w sylwetkę księdza. Trumna została już zamknięta, patrzyłam na nią pustym wzrokiem czując nienawiść do każdej żywej osoby w pobliżu. Nie było ich wiele, gdyż nie chcieliśmy wielkiego pogrzebu. Tylko ci najbliżsi. Zamknęłam z bólem oczy, moja szczęka drżała, trzęsłam się od łkania. Czarne, ciemne okulary spoczywały na nosie. W ręce ściskałam czerwoną różę, której kolce raniły moją skórę. Jednak nie czułam tego, ból psychiczny niszczył mnie od środka. Lekki wiatr targał moją spódniczką, niebo było smutne a w oddali słyszałam łkania pełne bólu. Moja mama była bardzo szanowaną, dobrą i lubianą osobą, i pomogła w swoim życiu wielu osobom. Nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez niej. Mocno zacisnęłam powieki, trumna została opuszczona dwa metry w dół. W tym momencie zgięłam się w pół i nie wytrzymałam. Szloch wydobył się z gardła, za to ojciec wciąż stał niewzruszony. Widziałam jednak, że cierpi. Objął mnie automatycznie ręką w pasie. Ludzie po chwili zaczęli się rozchodzić, my staliśmy tam dopóki cmentarz nie opustoszał.
-Żegnaj mamusiu- wyszeptałam i położyłam różę u stóp jej grobu. Moja dłoń krwawiła i piekła a samotne łzy zaczęły wolno płynąć po policzkach taty.
-Kin.. Usiądź proszę- mówi swoim prawdziwym głosem, zupełnie nie pasującym do groźnego szefa mafii. Patrzę na niego w skupieniu- Spójrz na te papiery proszę, przeczytaj.
Moja dłoń drży gdy chwytam między smukłe palce jedną z kart. Jest to akt urodzenia. Nie mój, nie taty. To akt dziewczyny o imieniu Lillie Grande. Rzucam to natychmiast ta stół, jakby parzyło.
-Nie chcę o niej słyszeć. Rozumiesz?! To nie jest moja siostra!- warczę cicho pod nosem.
Długonoga, wysoka blondynka o smukłej talii patrzy na mnie uważnie. Spoglądam na nią zdziwiona, jest lato, 2005 roku mam wówczas zaledwie osiem lat i leżę w łóżku gdy budzi mnie siostra. Jest środek nocy a ona była rzekomo przez ostatnie trzy tygodnie na kolonii.
-Lillie pobawimy się?- pytam zadzierając głowę w górę by na nią spojrzeć. Nie jest ważne, która godzina, jestem dzieckiem. Jest ona starsza o całe osiem lat. Spogląda na mnie uważnie i głaszcze po policzku.
-Kin, szkrabie. Bardzo cię kocham, pamiętasz o tym?- kiwam głową nie rozumiejąc o co jej chodzi.- Zawsze będziesz moją malutką siostrzyczką.
-Czemu płaczesz?- pytam widząc łzy płynące po jej bladych policzkach.
-Kochanie muszę wyjechać. Nie mogę tu dłużej zostać.
-A-ale...czemu?! Zostań!
-Kocham cię. Pamiętaj cokolwiek się nie stanie bądź dobra- szepcze mi do ucha i głaszcze po włosach.- Idź spać myszko. Kiedyś się wszystkiego dowiesz.
-Nie zostawiaj mnie- piszczę roztrzęsiona.- Wrócisz?
-Obiecuję- całuje mnie w czubek głowy i głaszcze ponownie. Kładę się do łóżka i zamykam oczy a ona daje mi całusa w policzek.- Byłaś jedyną osobą, którą szczerze kochałam w tym domu. Jutro jak się obudzisz mnie już nie będzie. Nie mów rodzicom o naszej rozmowie dobrze?
-Dobrze. Opowiesz mi bajkę?
-Innym razem słońce.
-Obiecaj- proszę, słyszę jak łamie się jej głos i pociąga nosem.
-Obiecuję kochanie. Żegnaj. Dobranoc...
Czuję ostatni całus na swojej grzywce po czym z pod pół otwartych powiek obserwuje jak wychodzi. Wychodzi i nigdy nie wraca.
Dziś minęło dziewięć lat. Liczę siedemnaście wiosen, a cztery lata temu umarła mama. Był to kwiecień 2010 roku. Łudziłam się, że zobaczę moją siostrzyczkę. Tęskniłam za nią kiedyś strasznie. Aż właśnie do tej tragicznej daty. 04.04.2010 rok a ona nie pojawia się na pogrzebie własnej matki. Z dzieciństwa pamiętam, że rzeczywiście często się kłóciła z rodzicami jak to każda nastolatka. Nie mam pojęcia czemu uciekła. Pamiętam jak następnego dnia po naszym nocnym pożegnaniu jej miejsce na śniadaniu było puste. Zapytałam "gdzie Lillie?" oczy mamy zaszkliły się a tata spojrzał na mnie i powiedział : " Już jej nigdy nie zobaczysz, nie myśl o niej" a mi złamało się serce. Bolało to bardzo.
-Po co mi to pokazujesz?- krzyczę w jego stronę wracając do rzeczywistości.- I czego ryczysz?!
-Posłuchaj... Lillie ona... dziewięć lat temu wpadłem w poważny konflikt z innym "gangiem" jak to ty mówisz. Pragnęli zemsty. Porwali ją, przez trzy tygodnie przetrzymywali. Ty myślałaś, że jest na kolonii. Pamiętasz, że już z niej nie wróciła? Zakochała się w synu szefa tego właśnie gangu. Uciekła razem z nim pewnej lipcowej nocy podrzucając nam list. Uszanowaliśmy jej decyzję.
-Dlaczego jej nie powtrzymaliście?!
-Byłem ślepy. Nie chciałem takiej córki, miałem ją za zdrajczynię, mama podobnie. Poczekaj, nic nie mów. Nie miałem z nią kontaktu przez te lata. Dzisiaj rano zadzwoniła. Ten jej cały mąż zginął podczas akcji. Jest w niebezpieczeństwie, chciała się pożegnać bo miała uciekać do innego stanu. Zaproponowałem jej...że przyjedzie no nas.
Zamknęłam oczy. Informacje nacierały na mnie z zawrotnym tępem. Byłam gotowa na wszystko. Tylko nie na to, że uciekła ode mnie i zdradziła rodzinę dla mężczyzny. Krzyknęłam. Był to po prostu gardłowy krzyk.
-NIE CHCĘ JEJ TU WIDZIEĆ!- ryknęłam a po moich policzkach spłynęły łzy.- Zostawiła nas!
Wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam sie do swojego pokoju i bez zastanowienia wyjęłam wódkę oraz sok. Nie chciałam jej widzieć. Wciąż tęskniłam jednak teraz była dla mnie jedynie zdrajczynią
.